Forum Ojców

Zapraszamy na Forum dla Ojców szukających wsparcia i pomocy.

Tak oto i my dotarliśmy do miejsca swojego przeznaczenia.

Ja Dori, oddaję Wam Tatusiom z problemami kawałek swojego serca, domenę i serwer oraz Forum Ojców w wieczne używanie... póki będę dychać, będziecie mogli tu hulać ile dusza zapragnie.

Niech cię nie niepokoją cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste lecz i manowce wszędy.

O to chodzi jedynie, by naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem: Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem, Co wraca do swej Itaki.
Leopold Staff

Próbując zmierzyć się z życiem często wybieramy drogę jasną, równą, wydającą się najodpowiedniejszym szlakiem i rozpoczynamy wędrówkę mając nadzieję na owocne jej zakończenie. Któż z nas nie chciałby na końcu tej drogi móc wyjść na próg swojego domu, usiąść, spojrzeć przed siebie, uścisnąć dłoń ukochanej osobie siedzącej obok i powiedzieć sobie: - Tak, tak właśnie chciałem przejść przez życie, jestem z niego zadowolony, i z tego, że przeżyłem je dobrze.
Nie zawsze jednak droga, którą podążamy wiedzie tam gdzie chcemy.
Czasem okazuje się, że złośliwe chochliki poprzestawiały drogowskazy i znajdujemy się w czarnej dupie, z której nie ma wyjścia...

Kiedyś właśnie będąc z moim (już za chwilę) mężem w tak trudnej sytuacji zaczęłam szukać pomocy w internecie. Wszystkie inne drogi o jakich słyszeliśmy zawiodły... a ja bezradnie patrzyłam na mężczyznę z którego oczu płynęły łzy bezsilności... chciałam pomóc, zaciskając pięści główkowałam gorączkowo co chwila wydając z siebie skowyt wściekłości. Wiedziałam, że przecież musi być jakiś sposób na to, aby mógł widywać swoje dziecko. Był dobrym ojcem, a to, że nie ułożyło Mu się z matką dziecka nie było winą małego.
I tak siedząc w nocy, szukając, guglając trafiłam na forum ojców, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie. Był to portal W stronę ojca utworzony przez fundację Akcja prowadzony przez założyciela Fundacji Roberta Kucharskiego i kilku zaangażowanych Ojców.

Z portalu trafiłam na forum ojców, zarejestrowałam się i zaczęłam szukać. Ogrom informacji i doświadczeń jakimi wymieniali się tam użytkownicy przytłoczył mnie ale wiedziałam już na pewno, że trafiłam na to czego szukałam. Okazało się, że nasza beznadziejna sytuacja nie jest wcale tak beznadziejna jak się wydawało. Na forum poznaliśmy życzliwych ludzi, którzy bezinteresownie pomogli nam i podpowiedzieli co robić, żeby wywalczyć jak najwięcej jak najmniej walcząc.
Zza chmur wyjrzało dla nas słońce.

Czy już doszliśmy do celu? Jeszcze nie, bo po drodze wynikły kolejne trudności. Choroba męża i czasem również brak odpowiednich środków finansowych i oraz odpowiedniej ilości urlopu w odpowiednim czasie uniemożliwiają nam odbywanie pięciusetkilometrowych podróży tylko po to by pocałować klamkę, nie zobaczyć dziecka i wrócić z nosami na kwintę.

Zadomowiłam się tam na forum ojców i poczułam, że też chcę coś zrobić dla tych ludzi, którzy bezinteresownie pomagają innym. Ale cóż ja mogłam? Kura domowa zajmująca się tworzeniem i pozycjonowaniem stron www?
Mogłam! Wyszłam z nieśmiałą propozycją do właściciela przedsięwzięcia.
Zaproponowałam zbudowanie nowego, funkcjonalnego, rozbudowanego portalu i postawienie nowego, profesjonalnego forum, oraz stały nadzór administratorsko techniczny. Za darmo. W ramach odwdzięczenia się za informacje jakie tam znalazłam. Tylko to mogłam zaoferować od siebie.
I od propozycji do ustaleń... po kilku tygodniach powstał nowy, fajny portal z częścią informacyjną i społecznościową. Forum dyskusyjne na którym co wieczór spotykali się ojcowie, żeby wywalić z siebie żale i radości dnia codziennego.
Serce mi rosło kiedy patrzyłam jak forum tętni życiem i zbiera coraz więcej stałych użytkowników. To były lata 2008/2009.

Po mnie przyszli następni chętni bezinteresownie pomagać.
Dziś patrząc wstecz mogę powiedzieć, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty.

Czasem jak to w życiu zdarzały się zgrzyty i różnice poglądów co do formy i zasad panujących na forum.
Z czasem forum przerodziło się w społeczność internetową.
Dla niektórych było to jedyne miejsce w którym czuli się bezpieczni, rozumiani.
Mogli się wypłakać wykrzyczeć czy zwyczajnie pośmiać się i zapomnieć o codziennych problemach.

Ale ta forma rozminęła się chyba z oczekiwaniami i kierunkiem w którym pędziło obranym przez założyciela portalu W Stronę Ojca... Nastąpiło usuwanie zasłużonych użytkowników współtworzących tamto miejsce, zamknięcie forum na długie tygodnie...

Któregoś dnia, okazało się, że i nasze drogi się rozeszły.
Nasze? tak nasze, bo ja wciąż identyfikuję się z ludźmi, ojcami, którzy tworzyli to miejsce, jestem i zawsze zostanę jedną z nich. Pomagałam tworzyć to wszystko dla nich i nie zamierzałam tego zostawić.

Nie pomogły tłumaczenia, płacz, że nie wolno ludziom zabrać tego miejsca. Liczne apele samych użytkowników na łamach forum, również nie spotkały się z chwilą refleksji i zastanowienia nad słusznością podejmowanych zmian

Robert postanowił zlikwidować społecznościową część strony i pozostawić to wszystko w formie zarchiwizowanej.

Powodów tej decyzji Wam nie wyjawię, choć wiem co o tym zadecydowało.
Nie rozumiem takiego działania ale nie mogłam nic zrobić.
Wykonałam ostatnie polecenia jakie wydał mi właściciel Fundacji i odeszłam.
Najpierw byłam podłamana, później odsuwałam od siebie myśli o Ojcach, później dostałam kilka telefonów.
Ludzie mówili, że nie mają się gdzie podziać w sieci, że zabrano im coś co było dla nich czasem jedynym azylem.
Nie potrafię i nie lubię pozostawać obojętna na takie argumenty.
Tym bardziej, że doskonale wiem co znaczy mieć gdzieś w sieci swój mały czyściec...sama kiedyś byłam na dnie z innych powodów, pomogła mi społeczność na jednym z tematycznych for w internecie. To dzięki nim wyszłam na prostą i znów zaczęłam normalnie żyć.

Powiedziałam sobie: dość!

Nie zostawię tak tego! to nie po mojemu! Nie można robić ludziom takiego świństwa!!
Odtworzyliśmy z Maxem tyle ile się dało z internetarchiveorga i z wersji offline strony, którą miałam w przeglądarce komputera. Porozumiałam się z osobą, która nie odmówiła i podjęła się współpracy pod kątem merytorycznym (większość z Was ją zna - rprafal). Ja i Maxx ogarneliśmy to od strony technicznej i niniejszym udostępniamy Wam tą stronę, niech Wam służy jak najlepiej.

ps. pewnie nie wszystkie wpisy czy tematy się zachowały, odtworzyłam to co miałam. Być może że nie każdy sobie może życzyć aby archiwalne wpisy znajdowały się na tej stronie. Jeśli są tu takie osoby, proszę o kontakt ze mną lub innymi administratorami forum w ciągu 3 miesięcy od daty pojawienia się tego wpisu a treści napisane przez Was zostaną na Waszą prośbę usunięte, po tym terminie uznajemy, ze wraziliscie zgode na na opublikowanie Waszych wypowiedzi.

Dori.

Date Created: Sat May 8 16:20:33 2010

 

Real Time Web Analytics

Clicky